O autorze
Absolwent pierwszego rocznika Ośrodka Kształcenia Kadr Wywiadowczych 1972/73. Absolwent studiów podyplomowych LLM Harwardzkiej Szkoły Prawa, 1975/76. Doktor nauk prawnych Instytutu Nauk Prawnych PAN, 1978. Współpracownik Zarządu Wywiadu UOP, 1992-2001. Współpracownik wywiadu wojskowego WSI, 2002-2007. Autor książki - Tropiąc Bin Ladena. Współautor, z Longinem Pastusiakiem książki pt. Impeachment. O usuwaniu polityków z urzędu.

O wpadce CIA w Moskwie.

O wpadce CIA w Moskwie. W nocy z poniedziałku na wtorek, Federalna Służba Bezpieczeństwa Rosji /FSB/, spadkobierczyni KGB, zatrzymała amerykańskiego dyplomatę, Ryana Fogle, w rzeczywistości pracownika CIA. Amerykanin miał na sobie blond perukę, ciemne okulary i mały arsenał różnorakich „gadżetów” branży szpiegowskiej. Nie szedł na bal maskowy, ale na spotkanie z oficerem wywiadu rosyjskiego z propozycją kompleksowej współpracy.

Ryan Fogle i jego „gadżety” zadebiutowały we wszystkich głównych wydaniach największych serwisów informacyjnych całego świata. Nie dziwota – już dawno żaden kontrwywiad nie ujął dyplomaty-szpiega z taką ilością kompromitujących materiałów szpiegowskich.



Co się zatem stało? Czy Rosjanie są takimi mistrzami w operacyjnej grze wywiadów, a Amerykanie tak niekompetentni? Czy poświęcają za dużo uwagi wywiadowi za pomocą środków technicznych /sigint/, a za mało wywiadowi agenturalnemu /humint/? Jak zwykle prawda leży pośrodku.

Rosjanie są uznanymi mistrzami operacyjnych gier wywiadowczych od czasów carskiej ochrany – mają przeto prawie 150 lat ciągłości i doświadczenia. Amerykanie mają znacznie mniej doświadczenia w wywiadzie agenturalnym i nadrabiają to wywiadem za pomocą środków technicznych, ale bynajmniej nie oznacza to, że nie potrafią realizować wzorcowych werbunków agenturalnych najwyższej klasy i prowadzić skomplikowanych gier operacyjnych. Potrafią!

W tym przypadku, CIA poległa jako ofiara własnej chciwości operacyjnej i chciejstwa sukcesu. Podobnie jak w wielu innych dziedzinach ludzkiej działalności, także w wywiadzie chciwość i chciejstwo zaślepiają i rozum odbierają. Rosjanie doskonale wiedzą, że marzeniem CIA jest mieć agenta /kreta/ w wywiadzie rosyjskim, tak jak Amerykanie doskonale wiedzą, że marzeniem wywiadu rosyjskiego jest mieć agenta w CIA. Obie strony nieustannie prowokują się w tej mierze prowadząc wobec siebie operacje typu „sting” – żądło, podstawiając oferentów-prowokatorów. Sprawa Fogla to sukces Rosjan, tak jak nie tak dawno sprawa pięknej pani Chapman i jej kolegów rosyjskich „nielegałów” w USA był sukcesem Amerykanów.

CIA tak bardzo chciała pozyskać agenta w wywiadzie rosyjskim, że zatraciła instynkt samozachowawczy i dała się Rosjanom prowadzić jak byk za kółko w nosie. A co najgorsze – zlekceważyła przeciwnika. Prowadzenie takich operacji jaką próbował realizować Ryan Fogle z pozycji rezydentury CIA w Moskwie to proszenie się o nieszczęście. Rosjanie są w stanie zmontować ekipę obserwacji w sile kilkuset osób i stu samochodów plus technika. Oficer obcego wywiadu jest bezbronny wobec takiej siły. Nic nie zauważy, nic nie spostrzeże bo żaden obserwator i żaden samochód mu się nie powtórzy. Jeżeli jeszcze ma do czynienia z podstawionym oficerem drugiej strony to mogiła.

Z tego powodu w Starych Kiejkutach, na szkole szpiegów, uczono nas, że oficer wywiadu działający na obcym i wrogim terenie, wobec niesprawdzonego potencjalnego agenta musi być czysty jak łza. Zero „gadżetów” szpiegowskich. Nic co nie pozwoliłoby mu stosować wobec kontrwywiadu przeciwnika tzw. „plausible deniability” - wiarygodnego zaprzeczenia, że jest się szpiegiem. A gdzie „gadżety” ktoś zawoła? Jak przekazać je potencjalnemu agentowi? „Gadżety” leżą złożone w specjalnie przygotowanym przez innego oficera rezydentury schowku ma mieście i czekają. Gdy oficer spotykający się z potencjalnym agentem dojdzie do wniosku, że uwiarygodnił się na tyle, iż zasługuje na kolejną porcję naszego zaufania to podaje mu namiary schowka. I tak od spotkania do spotkania. Gdy działamy na wrogim terenie nie dotykamy się do „gadżetów” bo nie możemy dać się złapać z ręką w nocniku. Gdy wyciągniemy naszego agenta zagranicę, na nasz teren lub teren neutralny to możemy mu wręczać wszystko osobiście wagonami, ale też tak aby nikt tego nie uwiecznił.

Zakładam, że Ryan Fogle miał to wszystko przy sobie bo mógł chcieć zrobić z potencjalnym agentem tzw. błyskawiczne przekazanie materiałów, czyli dosłownie otrzeć się o niego przekazując mu wszystko w ułamku sekundy. To wyjaśniałoby ów „list miłosny” od „przyjaciół”. Jest to dobra i sprawdzona metoda pracy z agentem. Ale nie na tym etapie współpracy, zwłaszcza na takim terenie jak Rosja.

CIA to NIE jest banda debili czy niekompetentnych półinteligentów i doskonale zna i na ogół stosuje wszystkie powyższe zasady. „Plausible deniability” to był i jest kanon działania wywiadu amerykańskiego bo to przecież Anglosasi wymyślili ten zwrot! Powiem więcej – jestem głęboko przekonany, że znakomita większość oficerów CIA mojego pokolenia, ale obecnego też, wierzy i stosuje „plausible deniability” i opisane zasady sztuki wywiadowczej.

Nie znam ścieżki zawodowej Ryan Fogle i ludzi CIA, którzy tę operację wymyślili, zatwierdzili i nadzorowali. Ilu agentów pozyskali i prowadzili w przeszłości oraz ile operacji wywiadowczych zrealizowali. Wiem natomiast, że w tej sprawie popełnili wszystkie możliwe błędy i narazili siebie i CIA na rzecz najgorszą w grach wywiadowczych z Rosjanami – śmieszność. Facet mógł jeszcze mieć przy sobie legitymację służbową lub kartę wejściową do Centrali CIA w Langley. . .

Chciwość operacyjna i chciejstwo sukcesu to wybuchowa mieszanka. Odnoszę wrażenie, że koledzy z CIA postawili w tym przypadku wszystko na jedna kartę. A nuż się uda. Nie udało się.

W szkole szpiegów uczono mnie, że w każdej sytuacji werbunkowej trzeba mieć przygotowane przedsięwzięcia na wypadek nieudanego werbunku lub wpadki. W tym, jak się będę prezentował w sali zatrzymań przeciwnika lub przed kamerami jego telewizji!? Tu chyba nikt o tym nie pomyślał. Mając na sobie cały ten kram wywiadowczy Ryan Fogle nie dał sobie żadnej szansy. Gorzej, jego przełożeni nie dali mu żadnej szansy w ewentualnej konfrontacji z FSB. Oczywiście, mogli założyć, że i tak ma immunitet dyplomatyczny przeto w razie najgorszego nie pójdzie siedzieć. Ale jeżeli tak było to jest niebezpieczna filozofia pracy operacyjnej prowadząca donikąd. Co najwyżej do kolejnych tego typu wpadek i śmieszności.

Nie można montować operacji za 5 centów aby pozyskać agenta, któremu chce się płacić miliony dolarów.

Wywiadowcza praca operacyjna na takim terenie jak Rosja to nie są działania sił specjalnych, z całym szacunkiem dla sił specjalnych, w Afganistanie czy Iraku – nie nadlecą helikoptery i nie przykryją przeciwnika ogniem.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...