O torturach i ściemnianiu

Najpierw o ściemnianiu. Właśnie wchodzi na ekrany kin w Polsce film Kathryn Bigelow „Wróg numer jeden”.

Znakomicie zrobiony film usiłuje przekonać nas widzów, że skrawek informacji wyduszony torturami od terrorysty – bo podtapianie to tortura z czasów Świętej Inkwizycji – naprowadza CIA na kuriera Osamy Bin Ladena. Zaś ustalenie i inwigilacja kuriera umożliwia w końcu dopadnięcie Wroga Numer Jeden. Trwa to 10 lat.



Ściema, moim skromnym zdaniem, polega na tym, że administracja prezydenta Obamy nie uzyskała informacji o miejscu przebywania Bin Ladena torturując jakiegoś biednego drania, ale od tych, którzy zawsze wiedzieli gdzie on się znajduje – od pakistańskiego wywiadu wojskowego ISI (Interservices Intelligence).

Od początku lat 80-tych, gdy Bin Laden, wtedy agent wywiadu saudyjskiego, zaangażował się w afgański Jihad przeciwko Rosjanom i zaczął rozbudowywać Al Kaidę, ISI wspierało i opiekowało się nim zawsze wiedząc, gdzie się znajduje – czy to w Afganistanie czy w Pakistanie. Aż do jego śmierci. O tym, że wywiad pakistański zawsze wiedział, gdzie przebywa Bin Laden – zarówno przed 11 wrzesnia 2001 roku jak i po zamachu – od zawsze wiedziało CIA. ISI to dla CIA najbliższy regionalny sojusznik.

Przed 11 wrzesnia 2001 roku, administracja prezydenta Clintona i częściowo CIA zlekceważyły zagrożenie jakie stanowił Bin Laden i Al Kaida – nie chciano się zgodzić na jego zabicie i niezbyt przykładano się do jego ujęcia. Otrzeźwienie przyszło 9/11.

Jeżeli wiem, że mój najbliższy sojusznik regionalny, ISI, wie gdzie jest mój Wróg Numer Jeden to najpierw idę do niego i pytam po dobroci – gdzie jest? Jeżeli sojusznik ociąga się z oficjalną odpowiedzią, bo przecież ma różne swoje interesy, to pytam dalej i jednocześnie infiltruję jego strukturę i dowiaduję się nieoficjalnie. Albo stawiam stosownie zadania agentom, których już od dawna mam w ISI. CIA stać na to żeby infiltrować każdy wywiad, w tym pakistański, i ustalić to co chce wiedzieć. Zwłaszcza, gdy gotowa jest zapłacić 25 milionów dolarów, a taka była nagroda za głowę Bin Ladena w momencie zgonu.

Czy myślicie, że znalazłby się jakiś oficer ISI wiedzący, że Bin Laden pomieszkuje w pakistańskim mieście garnizonowym w domu leżącym o kilometr od wielkiej akademii wojskowej, chętny do skasowania takiej nagrody? Bo ja tak.

Jeżeli przeto fabuła filmu Kathryn Bigelow oparta jest na informacjach z pierwszej ręki oficerów CIA „jak to naprawdę było” to instynkt mi podpowiada, że ktoś kogoś mocno robi w konia. Mniej więcej tak jak w sprawie „czarnej dziury” CIA w Gdańsku na stojącym w porcie statku.

Niekiedy bywa tak, że najwięcej mówi to o czym się nie mówi. W filmie „Wróg numer jeden” najmniej mówi się o relacji Bin Laden – ISI. W wywiadzie ściemnia się czy dezinformuje po to aby przykryć prawdziwe źródło informacji. Być może, mimowolnie – jak sądzę – robi to film „Wróg numer jeden”.

Tyle o ściemnianiu. Teraz o torturach.

Jako oficer wywiadu, nieważne, że były, jestem przeciwko usankcjonowaniu i instytucjonalizacji tortur w wywiadzie, zwłaszcza państw uważających się za demokratyczne. Nie wynika to wyłącznie z mojego głębokiego poczucia humanitaryzmu, rzecz jasna, ale nade wszystko z przeświadczenia, że stosowanie tortur w wywiadzie jest jak złośliwy rak – niszczy systematycznie i nieuchronnie zdrowe tkanki każdej takiej instytucji.

Wywiad nie jest od torturowania ludzi, lecz od pozyskiwania agentów i informacji, które są w ich posiadaniu. Werbowanie agentów, szczególnie tych najcenniejszych, a więc i z najlepszymi informacjami, to bardzo trudne i skomplikowane zajęcie bo zawsze namawia się kogoś do zdrady kraju, środowiska czy przyjaciół. Jest to pewnego rodzaju sztuka i nie każdy nadaje się na werbownika. Wymaga wiedzy, inteligencji i mnóstwa innych umiejętności. Także pewnej empatii wobec ludzi, zwłaszcza tych werbowanych. Jest też czasochłonne, a i wynik niepewny. Ale korzyść informacyjna z dobrze uplasowanego agenta jest ogromna. Dlatego wywiad musi werbować cały czas. W czasie pokoju na czas wojny i w czasie wojny na czas pokoju.

Torturowanie ludzi jest znacznie prostsze i łatwiejsze. Mogą to robić także miernoty i próbować wybić się na wielkość wybijając związanemu człowiekowi zęby, oko czy co tam popadnie. Pokusa pójścia na takie skróty jest więc ogromna, zwłaszcza gdy zapomniało się werbować w czasie pokoju na czas wojny.

Wywiad, który zaczyna torturować instytucjonalnie przestaje mieć czas na swoje podstawowe zadanie – werbowanie źródeł informacji. Torturowany człowiek powie wszystko co mu ślina na język przyniesienie – to kwestia czasu i zmęczenia ciała bólem. Ale to wszystko co z niego wydusimy musimy sprawdzić bo nie wiemy czy to prawda czy nie. Dokonujemy zatrzymań kolejnych ludzi, którzy muszą coś wiedzieć. . . Tych też torturujemy bo przecież będą mówić. . . I łapiemy dalszych podejrzanych o to, że wiedzą. . . i przestajemy być wywiadem. Nie chcemy i nie umiemy już werbować – umiemy bić ludzi. Tymczasem to co jest w stanie przekazać nam cenny agent nie przekaże nam i stu torturowanych ludzi.

Powie ktoś, że demokracja musi się bronić także takimi metodami jakie stosują terroryści, że tortury bywają skuteczne i aby ocalić większe dobro należy coś poświęcić. Tak bywają takie sytuacje, że wywiad wie na 200%, iż dany człowiek ma wiedzę o nadchodzącym zamachu, której uzyskanie od niego ocali setki istnień ludzkich. Wtedy oficer prowadzący operację decyduje w realnym czasie w realnym miejscu jak postąpić aby był skuteczny – 200% skuteczny. Ale dlatego angielska nazwa wywiadu brzmi intelligence – zanim przyjdzie nam do głowy zastosowanie tortur jest po drodze cały wachlarz skutecznych metod. A najskuteczniejsza jest taka, że mamy agenta, który wie to samo albo więcej aniżeli ten jeden człowiek.

Terroryzm nie odejdzie, a wręcz odwrotnie – zbliża się do Europy. Prezydent Francji podjął konieczną decyzję o interwencji wojskowej w Mali by zapobiec francuskiej wersji 9/11. To była prewencyjna operacja wywiadowcza realizowana środkami militarnymi, obliczona na dezintegrację możliwości operacyjnych i wywiadowczych przeciwnika przeciwko Europie i zbudowanie własnej bazy wywiadowczej w tamtym regionie. Sukces wywiadowczy takich operacji, liczony także ilością pozyskanych źródeł informacji, powoduje, że dylemat usankcjonowanego stosowania czy nie stosowania tortur w wywiadzie, nawet w wojnie z terroryzmem, może stać się wtórny.

Wojny z terroryzmem nikt nie wygra w pojedynkę. Polska, przed i po 11 września 2001 roku, zrobiła dla swojego amerykańskiego sojusznika więcej niż ustawa przewiduje. W zamian z jego terytorium wychodzą różne szkodliwe dla nas treści. NOT FAIR.
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • CIA
Trwa ładowanie komentarzy...