O pracy służb specjalnych słów kilka

Minimalnym okresem niezbędnym dla stworzenia sprawnej służby wywiadowczej to 40 lat. Dwa pokolenia.Takiego zdania był sir Stewart Menzies, szef brytyjskiego wywiadu MI 6 w latach 1939-1952. Tak też uważali pułkownik Walter Nicolai, szef niemieckiego wywiadu wojskowego w czasie I wojny światowej, jego rosyjski odpowiednik, Vladimir Orloff i wszyscy ich następcy do dnia dzisiejszego, jeżeli wiedzą, na czym polega praca wywiadów i służb specjalnych.

Warunkiem sprawności służb specjalnych, a zwłaszcza wywiadów, i skuteczności ich działania jest zapewnienie im ciągłości i stabilności funkcjonowania.


Ciągłość w służbach specjalnych gwarantuje optymalny rozwój ich kadr i przekazywanie przez starszych oficerów swego doświadczenia i umiejętności młodszym kolegom oraz wytwarzanie niezbędnego w takich służbach paramilitarnych esprit de corps - poczucia dumy z przynależności do danej służby.

Stabilność służb specjalnych gwarantuje ich wieloletnie skupienie się na newralgicznych tematach i zadaniach, które nie ulegają sezonowym zmianom i powoduje, że służba coraz lepiej i skuteczniej realizuje statutowe obowiązki.

Zapewnienie służbom specjalnym tych warunków pracy spoczywa na wszystkich politykach aspirujących do rządzenia danym krajem. Jest to ich podstawowy obowiązek względem tych służb, państwa i obywateli bo przesądza o bezpieczeństwie narodowym.

Ale sprostanie temu obowiązkowi nie jest proste i łatwe, gdyż wymaga od polityków ponadpartyjnego porozumienia w sprawie stabilnego rozwoju służb specjalnych przy maksymalnej ciągłości kadrowej. W krótkich, żołnierskich słowach - wymaga postawienia interesu narodowego ponad interes partyjny i korzyść osobistą. Tylko tyle i... aż tyle.

Wymaga, aby ludzie, którzy na co dzień nie potrafią lub nie chcą ze sobą rozmawiać - w tej sprawie - usiedli naprzeciwko siebie i toczyli dialog jak osoby dorosłe, a nie rozkapryszone dzieci w piaskownicy.

To jest wielki egzamin dojrzałości politycznej oraz szacunku dla własnego państwa i jego bezpieczeństwa narodowego. Egzamin ten powinien odbywać się komisyjnie - na oczach całego społeczeństwa, tej najwyższej dla klasy politycznej komisji. Jeżeli ktoś nie potrafi zdać takiego egzaminu ze wspólnego, ponadpartyjnego poczucia odpowiedzialności za bezpieczeństwo narodowe to zaliczenia z innych spraw nie mają żadnego znaczenia.

Ludzie w Polsce często pytają się o stan służb specjalnych. Ich stan zależy od klasy politycznej - jakie jej zapotrzebowanie na dany produkt służb, takie służby.

Czy możliwe są dobre służby specjalne bez stabilności i ciągłości? Odpowiedź brzmi - NIE.
Czy stabilność i ciągłość służb jest możliwa w demokracji bez ponadpartyjnego porozumienia polityków w tej sprawie? Odpowiedź brzmi - NIE.
Czy bez stabilności i ciągłości funkcjonowania w warunkach braku ponadpartyjnego porozumienia klasy politycznej w sprawie służb specjalnych jakiekolwiek ich reformy mają sens? Odpowiedź brzmi - NIE, nie mają i są obojętne dla sprawy bezpieczeństwa narodowego.

Jeżeli ktoś tego nie rozumie lub rozumieć nie chce, to niech rzuci okiem po sąsiedzku, a może jeszcze trochę dalej, czy rozumieją to inni aktorzy na międzynarodowej scenie. Szybko się zorientuje, że ci inni aktorzy rozumieją to doskonale i bawią ich, a niekiedy cieszą, te nasze zabawy służbami specjalnymi w piaskownicy. Tak jak w okresie przed rozbiorami bawiło ich, gdy oni rozumieli, że siła państwa leży w umacnianiu jego struktur, a my odwrotnie - korona elekcyjna, a nie dynastyczna.

Politykiem. który miał trudności ze zrozumieniem, że służby specjalne powinny służyć państwu, a nie jemu był, między innymi, prezydent Stanów Zjednoczonych, Richard Nixon. Afera Watergate bowiem, w której grał pierwsze skrzypce, nie polegała głównie na słynnym włamaniu do biur wyborczych Demokratów w kompleksie Watergate, lecz na chęci wykorzystania przez tego prezydenta agend rządu federalnego - w tym CIA i FBI - dla realizacji własnych celów politycznych.

Stosownej lekcji wychowania obywatelskiego w tym zakresie udzielił mu Kongres amerykański wdrażając procedurę impeachment celem usunięcia go z urzędu prezydenta, z którego, koniec końców, Richard Nixon z pokorą i ze łzami w oczach zrezygnować musiał.

Taką samą lekcję wychowania obywatelskiego powinien udzielić parlament każdego demokratycznego państwa politykowi, który pomyli swój interes partyjny lub osobisty z interesem bezpieczeństwa narodowego jako jedynym, któremu służby specjalne mogą i powinny służyć.

Jeżeli udzielanie takich lekcji politykom błądzącym w tej materii stanie się w Polsce normą to, być może, normą stanie się również ponadpartyjne porozumienie klasy politycznej w sprawie służb specjalnych.
Trwa ładowanie komentarzy...